Tales before the Dusk came
Bajki przed nadejściem Zmroku

 

links

tale for today

by numbers

sitelog

write me

anatomy

Hi, this is ...

other links come soon ...

Bajka V

Większość tych opowieści powstała po tym, jak poznałem Ajs. Było to w dalekim kraju, do którego, jak zwykle, zaprowadził mnie czuwający nad moim życiem szczęśliwy los. Mówiąc szczerze, na początku wcale nie wyglądało na to, że los wie co robi. Nie mogłem przecież w obcojęzycznym środowisku pracować jako opowiadacz bajek. Wszystkie lepsze prace były dla mnie nieosiągalne, a przecież w jakiś sposób musiałem utrzymać się na powierzchni, skoro przyszło mi żyć tak daleko od ojczyzny. Wreszcie okazało się, że zacząłem jeździć minivanem po gładkich jak czarodziejskie zwierciadła szosach, przewożąc najrozmaitsze towary między miastami o obco brzmiących nazwach i jednakowej, schludnej architekturze. Właśnie ładem, porządkiem, czystością i stanem dróg najbardziej różnił się ów kraj od mojej ojczyzny. Tylko dlatego zdecydowałem się na podjęcie pracy kierowcy – co prawda była bardzo nudna, ale za to o wiele bardziej bezpieczna niż u nas. Żadnych pijanych rowerzystów slalomujących nocą po trasach szybkiego ruchu, żadnej obawy o zawieszenie poddawane testom wytrzymałościowym na koleinach i niereperowanych dziurach szos wszystkich kategorii, pełna kultury opieka miejscowej policji, której chyba naprawdę chodziło o zwiększenie bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów (których nota bene tysiące korzystały z dróg o każdej porze dnia i roku). Widoczna była nawet troska o kierowców i ich pojazdy, a nie o wypisanie jak największej liczby mandatów. Mimo więc mojego braku talentu do prowadzenia była to w tych warunkach praca, której mogłem spróbować.
I tak setki kilometrów zaczęły oznaczać dla mnie kolejne dni w nowym kraju, i powoli niemożliwe stało się rzeczywistością – zacząłem rozróżniać identyczne wydawałoby się miasta, zacząłem rozumieć napisy w obcym języku i chwytać sens lokalnych programów radiowych, których, chcąc nie chcąc, słuchałem non stop podczas jazdy. Było mi dobrze z tą monotonią, jeśli wiecie, co mam na myśli. Ech ten mój ciekawy, absurdalny i chaotyczny kraj wystarczająco dał mi już po głowie i byłem w stanie docenić wartość nudnego, uporządkowanego spokoju. Czasem trochę tęskniłem za swobodą i lekceważeniem prawa, gdy jechałem prostą jak strzelił, idealnie gładką autostradą, a miejscowy kodeks zabraniał mi przekroczyć magiczne 80 km/h. Zżymałem się w środku na oczywisty bezsens takiego przepisu i kilkakrotnie o mały włos nie zdecydowałem się na awanturnicze dociśnięcie pedału gazu, ale powstrzymywała mnie myśl o zamontowanym w moim minivanie automatycznym rejestratorze prędkości. Jeździłem więc tą osiemdziesiątką po drogach odległego kraju, ubezwłasnowolniony przez swojego pracodawcę, który przezornie takie rejestratory kazał zamontować we wszystkich swoich pojazdach, jakby zawieszony między szczęściem i melancholią spokoju i dobrobytu, z umysłem oderwanym od trudnych zagadnień ekonomiki przetrwania i mojej poprzedniej, bohaterskiej i niszczącej pracy, której beznadziejność wygoniła mnie z ojczyzny.
Okazało się, że jestem jeszcze w stanie myśleć o abstrakcyjnym zagadnieniu szczęścia, dobra, sensu istnienia, nad którymi to pojęciami upłynęły mi lata spędzone w szkole średniej, gdy nic jeszcze nie zabierało mi czasu naprawdę, kiedy wszystko było jedynie przygodą chłopca, który nauczył się obserwować. Jazda z bezpiecznymi prędkościami sprzyjała takim niezobowiązującym intelektualnym labiryntom. Odczuwałem to jak powrót do zagubionego ogrodu młodości, ułaskawienie skazanego niesłusznie na dojrzałość. Nie sądzę abym był szczęśliwy, ale na pewno byłem zadowolony.
Ajs pojawiła się pewnego ranka w kabinie mojego samochodu. Wtedy nie dostrzegłem jak bardzo jest śliczna, gdyż ze zdumienia nie wierzyłem w to, co zobaczyłem. Siedziała na półce przy przedniej szybie i patrzyła na mnie fiołkowymi oczami o idealnie dobranym światłocieniu. Była taka mała i tak krucha, taka nierzeczywista, że pierwsze uczucie, które rozpoznałem u siebie po otrząśnięciu się ze zdumienia, było współczuciem. Naprawdę, kiedy zobaczyłem Ajs, to chciało mi się płakać. Nie wiem dokładnie, ale chyba podświadomie od razu zrozumiałem, że jest jedyna na całym świecie, że nie pozna nigdy nikogo takiego jak ona, kto mógłby objąć ją tak czule, jak tego potrzebowała. Chyba przeczuwałem, że będzie skazana na niezdarne pieszczoty moich paluchów, z których każdy był rozmiarów jej nóg i w porównaniu z nimi niezgrabny jak błotny troll z bajek dla przedszkolaków. Minęła dłuższa chwila, zanim uświadomiłem sobie, że jest naga, ale kiedy tylko to zrozumiałem, wiedziałem też, że jest dziewczyną, a nie jakimś duszkiem, elfem czy skrzatem, który nie wiedzieć czemu zmaterializował się nagle w realnym świecie. Patrzyłem w jej piękne oczy i widziałem w nich swoje własne, odbite, mikroskopijne oblicze, a może raczej domyślałem się, że tam jest. Wydawało mi się, że dostrzegam w nich zagubienie i zdumienie nie mniejsze od mojego i, jak już mówiłem, chciało mi się płakać.
Los, który mną wiele razy szczęśliwie pokierował, a którego podejrzewam również i o to, że zaprowadził mnie specjalnie do tego samochodu aby przedstawić mnie Ajs, podsunął mi w tym momencie nienajgorsze słowa. Przełknąłem więc zaschniętym z emocji gardłem ślinę i zapytałem Ajs: Czy mogę się Tobą zaopiekować? Wyszeptałem to pytanie bardzo cicho, bałem się bowiem, że mój normalny głos ją przerazi, lub uszkodzi jej uszy. Głos Ajs zabrzmiał gdzieś w środku mojej zdumionej głowy, ale nie tak jak myśl, ale właśnie jak głos kogoś, kto siedziałby na jej miejscu i odpowiadał na moje pytanie normalnym, chociaż nieco spętanym przez emocje tonem chyba muszę zaryzykować.
Pierwszą podróż z Ajs odbyłem między Altendurf a Praah i ta trasa już zawsze będzie dla mnie związana z tym dniem. Był słoneczny dzień późnego lata, które powoli zaczynało spoglądać w kierunku jesieni. Na pierwszej spotkanej stacji benzynowej kupiłem Barbie-tennis wraz z jakimś bonusowym dodatkiem zawierającym niezbędną dla każdej kobiety garderobę. Ajs już wiedziała kim jestem, i natychmiast ubrała się w biały T-shirt, tenisową spódniczkę i sportowe buty. Chyba nie wszystko pasowało, ale wyraźnie nie chciała mnie urazić i nic na ten temat nie wspomniała. Wielokrotnie dziwiło mnie później, że wszystkie moje prezenty przyjmowała z ufną radością dziecka. Dziwiło mnie, ale również sprawiało przyjemność. Przecież wszyscy wiecie jak trudno jest sprawić kobiecie naprawdę udany prezent. Gdy teraz wracam pamięcią do tamtego słonecznego dnia na stacji benzynowej wyraźnie widzę, że już wtedy kupiłem Ajs to, w czym ja chciałem ją widzieć, stawiając pierwszy krok na drodze do własnego ideału – Ajs utworzonej na wzorcu moich marzeń. Mój 34 centymetrowy ideał cierpliwie znosił moje różne próby odkrycia sposobu, w jaki znalazł się w moim świecie. Wiele godzin spędziliśmy rozmawiając (cóż zresztą bardziej intymnego moglibyśmy robić biorąc pod uwagę różniące nas wymiary?), a ja starałem się wywnioskować ile ona wie o rzeczywistości. Wyglądało na to, że wie mniej więcej to wszystko, co normalna dziewczyna w jej wieku (oczywiście biologicznym, bo kiedy i jak Ajs przyszła na świat i ile ma lat tego ani ona, ani tym bardziej ja, nie wiedzieliśmy). Pewne fizjologiczne niedogodności trapiące Ajs z regularnością typową dla jej płci były oczywistą oznaką jej dojrzałości. Wiedziała niewątpliwie, że jest kobietą, a ja mężczyzną, ale wiedziała również, że niewiele z tego dla nas wynika. Tym niemniej, pomijając pamiętne pierwsze chwile naszego poznania, starannie pilnowała bym nie widział jej rozebranej, jednocześnie dając mi do zrozumienia, że wie doskonale, dlaczego najczęściej kupuję jej krótkie spódniczki. Oficjalnym tłumaczeniem był fakt, że najłatwiej było je dopasować, ale prawdziwą przyczyną była rodząca się między nami nieuchwytna więź płci. Ajs, jako kobieta, niewątpliwie bardziej ją wyczuwała i potrafiła trzymać mnie na dystans. Wiem, że to śmiesznie brzmi, ale ja, 72 kilo męskiego mięsa i 180 cm wzrostu naprawdę śniłem o tym niedostępnym, filigranowym, a przecież idealnie skonstruowanym ciele i swym praktycznym rozumem wciąż poszukiwałem sposobu, by je zdobyć. Była wielką tajemnicą, prawdopodobnie jak każda dziewczyna, ale była jednocześnie tajemnicą dostrzegalną, oczywistą, bo nie do wytłumaczenia zdrowym rozsądkiem. Stawiałem sobie wiele pytań: jak to jest, że znała akurat mój język, a język kraju, w którym się pojawiła był dla niej tak samo obcy jak dla mnie? Albo jak to się stało, że posiada taki charakterystyczny dla szkolnego pokolenia zasób wiedzy, że zna oczywiste cytaty pop-kultury jak na przykład piosenki The Beatles, czy filmy z Indiana Jones? Sama jej, jakby to rzec, miniaturyzacja, była bardzo tajemnicza. Zmniejszona proporcjonalnie we wszystkich wymiarach, naprawdę bardzo piękna, dziewczyna, była jednak stworzona bardzo funkcjonalnie. Tolerowała na przykład natężenie mojego głosu i mogliśmy się normalnie porozumiewać, zwłaszcza że jej głos w zadziwiający sposób rozlegał się jakby wewnątrz mojej głowy. Oczywiście, pomyślałem sobie od razu, że oszalałem i Ajs jest po prostu uroczym omamem wzrokowo-słuchowo-dotykowym. Zrobiłem nawet kilka doświadczeń, które wprawdzie nie obaliły tej teorii do końca, ale znacznie ją osłabiły. Po pierwsze pożyczony kot sąsiadów bez wątpienia reagował na Ajs i jej pieszczoty. Bezczelny, nie ukrywał nawet, że je woli od moich. Pamiętam to popołudnie, gdy siedziałem skupiony do granic możliwości na podłodze, gotów zareagować na każdy sygnał świadczący o tym, że krwiożerczy drapieżca zamierza potraktować moją Ajs jak kolejną mysz na swojej drodze. Ale oni bawili się razem wspaniale i do dziś pamiętam beztroski śmiech Ajs, tak rzadki w mojej obecności. Najbardziej ryzykowny eksperyment przeprowadziłem na córeczce sąsiadów, gdy pokazałem jej lalkę magicznej generacji, która śpiewa, biega i mruga oczami. Wydaje się, że inni ludzie, gdyby zobaczyli Ajs, też by widzieli ją tak jak ja i owa dziewczynka z mojego eksperymentu. Jeśli to nawet było moje szaleństwo, to bardzo miłe i dobrze współgrające z realnym życiem. zaprzestałem więc doświadczeń tego typu, zwłaszcza że było mi bardzo głupio przed Ajs przyznać się, że mam wątpliwości co do jej istnienia. Powiedziała mi nawet kiedyś: miałeś się mną opiekować, a nie badać...
Ale w lekarza też czasem musiałem się bawić. Ktoś, kto stworzył Ajs zadbał o różne drobne szczegóły, niekoniecznie dla niej przyjemne, jak na przykład bóle miesiączkowe. Pamiętam doskonale jak usiłowałem wydzielić z niepodzielnej tabletki Ibuprofenu odpowiednią, bo obliczoną na masę ciała dawkę. I te problemy natury higienicznej, które razem, domowymi sposobami, rozwiązywaliśmy. Nie domyślałem się nawet jak wiele ta moja pomoc dla niej znaczy, aż do czasu, kiedy pewnego wieczoru siedząc mi na ramieniu i tuląc się do mojego policzka, szepnęła: wiesz, cieszę się, że to ty pomagasz mi przetrwać w tym okropnym, ogromnym świecie. Wtedy kolejny raz zrozumiałem jaka jest, mimo mojej przyjaźni, samotna i zrobiłem to, na co miałem od początku tej historii ochotę – po prostu się popłakałem. Jeśli ktoś chciał mnie ucieszyć i po to zesłał mi Ajs, to nie osiągnął celu. Ale udało mu się rozbić moje spokojne, monotonne zadowolenie i sprawić, że zacząłem żyć inaczej, jak we śnie. Nie był to zawsze stuprocentowo najlepszy sen, ale i tak był wspaniały. A z Ajs nie zawsze byłem zadowolony, ale, i wiem to na pewno, zawsze byłem szczęśliwy.
Właśnie z tego szczęścia pewnego dnia okradłem sportowy sklep w jednym ze spokojnych miasteczek tego uporządkowanego kraju i w ukradzionym szefowi minivanie wypełnionym sprzętem wspinaczkowym przekroczyliśmy granicę, której tam nikt na serio nie kontroluje. Pojechaliśmy do Arco. Ale to już zupełnie inna bajka.

start/początek

 

linki

bajka na dziś

według numerów

kronika stron

napisz do mnie

anatomia

Hi, this is ...

kolejne linki wkrótce ...
tales by numbers

tale I

tale III

tale IV

tale V

tale VI

tale VII

tale VIII

tale IX

tale X

tale XIII

tale XIV

tale XV

tale XVI

tale XVII

tale XVIII

tale XIX

tale XX

tale XXI

tale XXII

tale XXIII

tale XXIV

bajki wg numerów

bajka I

bajka III

bajka IV

bajka V

bajka VI

bajka VII

bajka VIII

bajka IX

bajka X

bajka XIII

bajka XIV

bajka XV

bajka XVI

bajka XVII

bajka XVIII

bajka XIX

bajka XX

bajka XXI

bajka XXII

bajka XXIII

bajka XXIV