Tales before the Dusk came
Bajki przed nadejściem Zmroku

 

links

tale for today

by numbers

sitelog

write me

anatomy

Hi, this is ...

other links come soon ...

Bajka XXIV

Dni to wschody i zachody słońca. Wschody, których nie znam, bo nie wstaję tak wcześnie. Zachody, które omijam wzrokiem, bo budzą smutek.
Tęsknię za Tobą. Bardzo tęsknie. Tak mi przykro, ale wiesz, nie mogę o Tobie zapomnieć. Nie zapomniałem. I kiedy cicho mówię w przestrzeń mam nadzieję, że mnie może usłyszysz. Widzę wciąż wyraźnie, pamiętam dokładnie ten dzień, w którym się wymknęłaś. Tak cicho, że właściwie niezauważalnie. Delikatny, pożegnalny ruch powietrza, uchylone drzwi. Potem już nie było tak samo. Zmieniły się najbardziej znajome rzeczy. Ja też się zmieniłem. Nie zdążyłem pocałować Cię na pożegnanie. Akurat nie było mnie w pobliżu. A teraz, jak już jestem, nie ma Ciebie. Chciałbym znowu Cię zobaczyć. Nie mogę. Mam nadzieję, że chociaż mnie słyszysz.
Budzę się długo po słońcu, bo noce są za krótkie by prześnić wszystkie smutne, samotne sny. Ciemność ciągnie się powoli od zmierzchu, przez czarne przesilenie północy, po szary, pozbawiony kolorów świt. Ale moje sny są jeszcze dłuższe, smutniejsze i nieudane. Prawdę mówiąc, są to zupełnie wyjątkowe sny. Zupełnie niedobre i niepotrzebne. Kiedy się budzę, a słońce jest już wysoko, gorące i jasne, jak zawsze w tym kraju, dziwię się. Jest przecież nowy dzień, a Ciebie nadal nie ma. Dlaczego nie budzisz się, nie przyjdziesz. Gdzie jest teraz Twój głos, uśmiech, wiatr włosów i światło Twoich dłoni. Te jasne poranki są straszniejsze od nocy, bo strach w słońcu jest gorszy niż najdłuższe, najbardziej przerażające sny. A po słonecznych porankach przychodzą jeszcze bardziej beznadziejne dni. Każdy z nich składa się z niezliczonych pytań o prawdziwy sens Twojej nieobecności. Bo nadal Ciebie tu nie ma. Bardzo źle znoszę tę prostą w sumie myśl, że to nie sen, nie bajka, ale prawdziwy i pozbawiony ukrytych znaczeń fakt. Tak się zdarzyło. Odeszłaś i już tu nie wrócisz.
A teraz jesteś tam, skąd nie potrafię Cię zabrać. Nie umiem przyprowadzić Cię z powrotem tutaj, do tych słonecznych dni i czarnych nocy. Bo nie wiem gdzie jesteś. Ale gdziekolwiek byś nie była nie jest to miejsce, z którego mogę Cię wziąć ze sobą. Rozumiem coraz lepiej, każdego dnia bardziej, że Ty stamtąd nie wrócisz.
Pamiętam dokładnie ten dzień, w którym się wymknęłaś. Uchylone drzwi, których nie chciało Ci się domknąć. Brak pożegnalnych pocałunków. A najlepiej pamiętam to, że po tamtym dniu nic już nie było takie samo. I od tego dnia stale tęsknię za Tobą.
Prawie dokładnie po drugiej stronie globu, na wybrzeżu Wyspy Północnej, całkiem niedaleko jednej z najpiękniejszych plaż świata stoi jej dom. Drewniana willa z gankiem i tarasem, z finezją snycerskich szczegółów balustrad i błękitną fasadą. Kolor morza i oceanu przez lata wypłowiał i nabrał tego szczególnego odcienia przypominającego nastrój mijających, słonecznych wakacji. Powietrze nasycone światłem i solą. Nieograniczony horyzont wielkiego Oceanu. Na tarasie wiklinowe fotele, tak samo wyblakłe i dotknięte czasem jak dom. Siedziałem kiedyś w jednym z tych foteli, patrzyłem w odległy i przymglony widnokrąg, słuchałem nieustającego szumu oceanicznych fal i piłem najbardziej wiśniową herbatę świata. Głęboko czerwony, niemalże krwawy napój, który wypełniał białą, zdobioną w błękitne kwiatki niezapominajek filiżankę, był jedyną żywą barwą na całej fotografii. Pachniało wiśniami, solą i mokrym piaskiem. Słuchałem jej opowieści.
Opowiadała jak odszedł. Niespodziewanie i zaskakująco. Odszedł tak bardzo, że już nigdy nie usłyszy jego kroków na tarasie, tupotu butów, z których otrzepywał piasek przed drzwiami. Zniknął o świcie. Spała, przez sen przeczuwając, że on odchodzi, by już nigdy nie powrócić. Od tego świtu nie może patrzeć na Ocean. Ocean, który go zabrał i nigdy już nie odda. Jej ukochany odszedł i nie ma statku, na którym mógłby wrócić do niej, do domu przy jednej z najpiękniejszych plaż.
Zanim odszedł zostawił jej ostatnie pocałunki. Wiedziała, że są ostatnie, chociaż wtedy jeszcze nie rozumiała, co to znaczy. Nie wierzyła, że utraci go naprawdę. Nigdy więcej nie usłyszy jego śpiewu i ciepłego szeptu, który sprawiał, że zaczynała drżeć zanim brał ją w ramiona. Teraz śpiewa sama, dzieli ciszę z jednostajnym szumem Oceanu i jeśli drży to z chłodu, a nie ze szczęścia. Mijają dni. Ocean cierpliwie przybliża się i cofa tysiącami powracających powtórzeń, a ona nie może patrzeć na horyzont. Kiedyś często razem z nim siadała na jednej z najpiękniejszych plaż i przytulona obserwowała zbliżające się fale. A kiedy go nie było wychodziła boso i na mokrym piasku obserwowała przepływające gdzieś daleko statki zgadując, na którym z nich wraca. Teraz na całym wielkim świecie nie ma statku, którym mógłby powrócić do domu.
Dla niej czas to krzyk mew i odgłosy Oceanu, ciągle blednące błękity ścian, słone powietrze, palące promienie słońca przesiane przez uchylone nieznacznie okiennice. Bez czekania dni tracą swój sens, stając się podobne do nocy. Niezliczone poranki i wieczory, nieistotne, a połączone beznadziejną nicią tęsknoty, omijają wielki i pusty dom, w którym została sama. Z żalem kończę wiśniową herbatę i uprzejmie dziękuję za opowieść, tak podobną do mojej, własnej, której nigdy, nikomu nie opowiedziałem. Potem odchodzę. Na pożegnanie pyta czy, skoro jestem czarodziejem, nie wiem przypadkiem, co krzyczą mewy kołujące nad pustą o tej porze plażą. Jest to pytanie proste i w pewnym sensie urocze. Ludzie spodziewają się po nas tak nietrudnych rzeczy, że naprawdę jest miło od czasu do czasu spełniać ich prośby. Miała przecież czarne włosy i ogromnie zielone, przejrzyste oczy, więc musiałem potwierdzić, że oczywiście, rozumiem krzyk oceanicznych mew. Zawsze, na każdym brzegu Oceanu, mewy krzyczą o tym samym. O tym, co zostanie, kiedy już wszystko inne odejdzie.
O smutku.

start/początek

 

linki

bajka na dziś

według numerów

kronika stron

napisz do mnie

anatomia

Hi, this is ...

kolejne linki wkrótce ...
tales by numbers

tale I

tale III

tale IV

tale V

tale VI

tale VII

tale VIII

tale IX

tale X

tale XIII

tale XIV

tale XV

tale XVI

tale XVII

tale XVIII

tale XIX

tale XX

taleXXI

tale XXII

tale XXIII

tale XXIV

bajki wg numerów

bajka I

bajka III

bajka IV

bajka V

bajka VI

bajka VII

bajka VIII

bajka IX

bajka X

bajka XIII

bajka XIV

bajka XV

bajka XVI

bajka XVII

bajka XVIII

bajka XIX

bajka XX

bajka XXI

bajka XXII

bajka XXIII

bajka XXIV