Tales before the Dusk came
Bajki przed nadejściem Zmroku

 

links

tale for today

by numbers

sitelog

write me

anatomy

Hi, this is ...

other links come soon ...

Bajka XXIII

Miejscowi nazywają go subsangrhia. Nazwę tego lokalnego napoju wywodzi się stąd, że tradycyjnie dodaje się do niego "niskie", dzikie owoce leśne. Najczęciej są to poziomki, czarne jagody i żurawiny. W odróżnieniu od klasycznej, hiszpańskiej sangrii tu podstawowym składnikiem jest białe, a nie czerwone wino. Zwykle podawany jest w upalne, białe godziny, schłodzony, w specjalnych kryształowych bądź szkalnych naczyniach zwanych sub. Słodzony mimozowym miodem i wzmocniony jęczmienną whiskey napój cieszy wówczas oczy świetlistymi refleksami słońca. Niepowtarzalny aromat, słodki, owocowy smak i słoneczna przezroczystość tworzą unikalną harmonię zawartą w dobrze przyrządzonym subsangrhia.
Lokalnie występują charakterystyczne zwyczaje zwiazane z napojem. Na przykład we wschodniej częsci kraju odsączone owoce spożywa się osobno, jako słodki deser, z bitą śmietaną lub karmelowym puddingiem. Na południu świętuje się subsangrhia neva, święto młodego wina z tegorocznych zbiorów. Obyczaj polega głównie na powszechnym piciu subsangrhia sporządzonego z młodego wina, głównie w publicznych parkach i ogrodach. Ten dzień powitania młodej, słonecznej jesieni stał się świętem rozszalałej, dionizyjskiej radości i zabawy. W stolicy podaje się, zwykle w snobistycznych i drogich lokalach, ekskluzywną odmianę subsangrhia alta, w której dzikie owoce zastąpiono egzotycznymi śliwkami liczi, plasterkami hurmy i mango oraz cząstkami klementynki, a zamiast whiskey dodano aguardente. Kanadyjski syrop klonowy dodany zamiast miodu uzupełnia wyrafinowany zestaw ingrediencji.
W klubowym barze w Baeh, w ciemnolakierowanej powierzchni stylowego blatu, odbijała się perfekcyjnie zadbana twarz jednosezonowej gwiazdeczki. Szarość oczu przefiltrowana przez turkusowe szkła kontaktowe, prawie profesjonalny uśmiech na pracowicie pudrowanej twarzy. Makijaż w samym środku trendu. Nieznacznie napoczęty modny tall drink w malinowo-kremowej tonacji, z dużą ilością kruszonego lodu. Jakiś początkujący mężczyzna źle trafił. Dziewczynie, która nosi turkusowe soczewki do szarych oczu i platynowego lakieru na tipsach nie ma potrzeby fundować zachęcających drinków. To tak, jakby wsiadać do Roastratera od strony pasażera. Mówiąc krótko - bez smaku i bez sensu. Przecież wystarczy się przysiąść. Oczywiście, jeśli wiesz jak to zrobić, a w oczach masz obietnicę, która jest w stanie stopić najtrwardsze kobiece serca. I pachniesz najmodniejszym męskim zapachem, a Twoje ubrania są wprost wzięte z najwyższej półki cenowej. Jest to zresztą niezbędny warunek, by mieć jakiekolwiek szanse w ekskluzywnych klubach Baeh. Między nami mówiąc przydatne jest też panowanie nad wyrazem twarzy, gdy gwiazdka wybiera ten lukrowany, przesłodzony, plastikowy kicz. Malibu ze skondensowanym mlekiem, amaretto z sokiem malinowym, znowu malibu, cherry brandy punch. Wszystko schłodzone i pretensjonalnie. Sztuczne do bólu. Tak samo jak jej paznokcie, usta, piersi, perfumy i ubrania. Z prawie najwyższej półki. Z niezmiennie sympatycznym uśmiechem zamawiasz wtedy subsangrhia alta, który przy tym mleczno-owocowym cudzie wydaje się wzorcem klasy i dobrego smaku. Po chwili, ale bez zdumienia, uświadamiasz sobie, że ona nic nie wie o dyskretnej, perłowej urodzie liczi, o zachodach słońca w kolorach hurmy i mango, doskonałym dopasowaniu cząstek klementynki. Jest nieświadoma dusznego upału w środku lata, przed którym chowaliście się w cień korkowych dębów w ojczyźnie aguardente. Cała oglądalność talk shows, w których się pojawia, popularność średniobudżetowych, kontynentalnych filmów z jej udziałem, krzykliwe fotosy na pierwszych stronach tabloidów i komputerowe wymuskane okładki aspiracyjnych magazynów nie ukryją faktu, że jest zwykła. Typowa, jednosezonowa gwiazdeczka pijąca pretensjonalny drink w ekskluzywnym klubie, zachłyśnięta swoją chwilową sławą.
Pamiętam rok, kiedy subsangrhia neva wypadło w cudownie słoneczny dzień, bezwietrzny i czysty, z niebem czystym i bezchmurnym. Dopiero pod wieczór lekka bryza przyniosła przyjemny chłód. To był ten dzień, który spędziliśmy w parku. Oczywiście, nie był to cały dzień, ale godziny w parku były najważniejsze. Chociaż, oczywiście, inne chwile też były ważne, przecież byliśmy razem. Przynajmniej w ten sposób patrzę na ten dzień teraz, z perspektywy wielu lat. Cóż więcej dodać, śliczna czarodziejko? Odwróciły się nasze serca, zwykłą koleją rzeczy zmieniły się ścieżki pragnień. Nie pomogły czary i zaklęcia, tym bardziej, że były rzucane jakby mimochodem, bez zbytniego zaangażowania. Zachłyśnięci słońcem, wzajemną bliskością, feromonami i świeżym, cierpkim smakiem młodego subsangrhia byliśmy wystarczająco nierozważni, by to stracić. Rok później mogliśmy wspominać niezrównaną miłość, ktora odeszła. Ale ponieważ nie były to radosne wspomnienia, długo do nich nie wracałem. Dzisiaj w Baeh, mijając grupy rozbawionych ludzi przemieszczających się od klubu do klubu bezwiednie cofam się w myślach do tamtego dnia. Podobne radosne zamieszanie, roześmiani miejscowi i turyści ze szklanymi sub w rękach. Rodzące się tu i tam grupowe śpiewy, śmiech, woń młodego wina i nadchodzącej jesieni. Śliczna czarodziejka w prostej, lnianej sukience do kolan i rzymskich sandałkach. Z kwiatem seledynowej magnolii we włosach koloru pszenicy. Nikt się nie dziwił, skąd się wziął jesienią świeżo zerwany kwiat magnolii. Nawet nikt się nie dziwił, jak można być tak piękną kobietą. W czasie subsangrhia neva dzieją się rzeczy o wiele bardziej zaskakujące. Noc przechodziła w świt, gdy stanąłem na rynku w Baeh, twarzą ku zachodowi, na wprost dawnej kamienicy Edgara. Ponad czterysta lat temu czarodziej opuścił miasto by osiąść ze swoją księżniczką daleko stąd, na jednej z wysp Południowego Oceanu. Teraz we wnętrzach zabytkowego budynku zadomowił się jeden z najbardziej prestiżowych i modnych klubów miasta, o lekko intrygującej nazwie Perfidia. Pełna zadęcia selekcja skapitulowała ze względu na mojego Druhlinga No 200 w tytanowej kopercie, na pasku ze skóry tygrysiego grzechotnika. Wszedłem, a kiedy oczy przyzwyczaiły się do panującego w tym sezonie klubowym seledynowego półmroku, przy głównym barze zobaczyłem moją śliczną czarodziejkę. Byłem pewien, że ona mnie także zauważyła. Całkiem nieźle udawała trzecioligową celebrity, z koszmarnymi tipsami i kompletnie niedobraną barwą kontaktów. Piła jeden z tych nowoczesnych, krzykliwych drinków i łaskawie pozwalała adorować się najprzystojniejszemu z łowców. Podszedłem i tak jak on zamówiłem subsangrhia alta, pachnącą klonem, słońcem i egzotyką.

start/początek

 

linki

bajka na dziś

według numerów

kronika stron

napisz do mnie

anatomia

Hi, this is ...

kolejne linki wkrótce ...
tales by numbers

tale I

tale III

tale IV

tale V

tale VI

tale VII

tale VIII

tale IX

tale X

tale XIII

tale XIV

tale XV

tale XVI

tale XVII

tale XVIII

tale XIX

tale XX

taleXXI

tale XXII

tale XXIII

tale XXIV

bajki wg numerów

bajka I

bajka III

bajka IV

bajka V

bajka VI

bajka VII

bajka VIII

bajka IX

bajka X

bajka XIII

bajka XIV

bajka XV

bajka XVI

bajka XVII

bajka XVIII

bajka XIX

bajka XX

bajka XXI

bajka XXII

bajka XXIII

bajka XXIV