Tales before the Dusk came
Bajki przed nadejściem Zmroku

 

links

tale for today

by numbers

sitelog

write me

anatomy

Hi, this is ...

other links come soon ...

Bajka XXII

W ogrodzie z widokiem na zachód słońca, na rozgrzanej upałem ławce z piaskowca siedzę mrużąc stare, zmęczone oczy. Patrzę jak wieczór nachyla się ku nocy i czekam na zmierzch. Łowię zawieszone na granicy zmroku sny, szukając ukrytych w nich obrazów, drzwi na drugą stronę. Jest coraz trudniej znaleźć przejście. Czasem zjawi się niespodziewanie, na odległość wyciągniętej ręki, mglisty kontur wejścia. Zanim zdążę rozpocząć właściwą inkantację kształt rozmywa się w napierającej ze wszystkich stron rzeczywistości. Za bardzo tu jestem. Za mocno czuje rozgrzany piaskowiec, szorstkie listki ziół, beżową suchość piasku, ciszę zasłuchanego powietrza. Odległe szczekanie psa. Zapach karkówki z grilla i ich rozśmieszone rozmowy za moimi plecami. Radość. Skrzydełka z kurczaka. Śmiech. Ziołowe masło – z koperkiem, czosnkiem, pietruszką. Wolność. Upajająca woń pieczarek, smakowita synestezja wędlin i warzyw. Ktoś przyniósł notebooka, więc jest i muzyka. Głęboki chillout. Czereśnie. Szczęście. Wyciąga po mnie swoje lepkie ręce, zatrzymuje po tej stronie świata, takie małe, kruche, zachłanne szczęście na obrzeżach lipcowej imprezy. Nasze wieczorne, mazowieckie grillowanie. I nie mogę przejść. Zaklęcia nie chcą się powiedzieć, przejścia na drugą stronę rozpływają się w ciemności, brzęczą denerwująco komary. A potem kończy się zachód, zmierzch przechodzi w zmrok i wiem, że kolejną noc zostanę tutaj. Po zmroku nie ma już dróg na drugą stronę opowieści. Nie dla takiego zmęczonego i uwikłanego w życie czarodzieja jak ja. Czasem jest nawet trudniej. Prosta droga z żółtą linią pośrodku, kilkaset mil półpustyni, góry na horyzoncie i samotne stacje z niewiarygodnie tanią benzyną sprzedawaną na galony. Upał. Klimatyzacja. Hotelowa kawa, tosty i muffins. Ocean. Drugi ocean. Nieosiągalny w Europie ideał wołowiny - amerykański stek. Creme brulee. Czekolada Hershey’s. Zmierzch nad jeziorem bez drugiego brzegu. Nie ma przejścia, nie mogę stąd odejść i wcale nie wiem, czy chciałbym. Piękne, boleśnie wzruszające słońce w kolorze czereśni kończy swój dzień, zanurzając się w Atlantyk. I cała magia, tęsknota, nieśmiertelność nie są w stanie oderwać mnie od tego świata. Awesome...
A potem przychodzi dzień w brudnym mieście, poganiany przez telefony i terminy, brunatny, nieprzyjemny deszcz z szarego nieba. Pośpiech. Resztki snu i niepotrzebny hałas. Spóźniony samolot, mikroskopijny terminal, mgła. Dotkliwy brak steków i benzyny sprzedawanej w galonach. Melancholia. Porcjowany keczup w torebkach w McDonald’s. Wtedy pojawia się magia, przeskakuje jak błękitne płomyki między palcami, wiruje pod powiekami. Jest wszędzie. Wystarczy rozpocząć zaklęcie i inkantacja sama otworzy przejście. Wszystko staje się proste. Trzy kroki i jestem już pod platanami, na drugiej stronie.
Wiem, dawno mnie tu nie było i Pani z Astalot przez chwilę z niepokojem spogląda mi w oczy. Oboje wiemy, jak to się skończy. Pewnego dnia zostanę tutaj, lub tam. To zawsze ma swój koniec i nie można bez końca odwiedzać przyjaciół po obu stronach. Kryształowym winem wznosimy toast za tych, którzy zostali w świecie. Nie nam oceniać ich wybór. Tutaj, poza czasem, nie ma zachodów słońca. Może dlatego niektórzy wybierają życie w czasie.
Najważniejsze jest, że bez pośpiechu spotykam tutaj tych, którzy po tamtej stronie przemknęli zbyt szybko bym nacieszył się ich obecnością. A teraz na wszystko jest czas i ważne sprawy mają właściwe dla siebie miejsce. Siedzimy cierpliwie przy lipowym stole, pod koroną olbrzymiego wiązu i gramy w chińczyka. Piękna Oul, Pani z Astalot, Kazio Borowik i ja. Rozmawiamy. Wciąż opowiadam o tellurowych oczach pewnej małej czarodziejki, co pozostali przyjmują z tolerancyjną wyrozumiałością. Kazio wypytuje o Dolinę. Ostatnio tam nie byłem, ponieważ na dobre zadomowiłem się na wyspie, wśród ruin strażnicy Astalot. Jestem pewien, że czarna pantera, która opiekuje się Doliną, sumiennie wypełnia obowiązki gospodarza. Nie obawiam się, że pod moją nieobecność przyjdzie odwiedzić mnie tam ktoś ważny. Prawie nikt nie zna drogi wśród moczarów a tych, którzy je znają, łatwiej spotkać po naszej stronie. Oul wygrywa ostatnią partię chińczyka i delikatnymi, smukłymi palcami w pierścionkach z białego złota z roztargnieniem zbiera z planszy swoje pionki. Perłowe paznokcie stukają o kość słoniową, a refleksy światła tańczą w przezroczystych klejnotach. Bransoletka z maleńkich delfinów cicho brzęczy przy każdym ruchu dłoni. Idealne nadgarstki Oul. Jeden z cudów świata po tej stronie. Gdy odeszła zostaliśmy we troje dokończyć białe, kryształowe wino. Kazio Borowik uśmiechał się do Pani z Astalot, a ona do niego. Rozmawialiśmy jeszcze o ważnych i nieważnych sprawach, o naszych ulubionych miejscach, o znajomych i nieznajomych, o kobietach i mężczyznach. Pod platanami pożegnałem się, uradowany ich wzajemną, szczęśliwą miłością, odporną na upływ czasu i jego brak. Sam poszedłem odwiedzić kwitnące, jak zawsze, magnolie. Wśród nich dotknąłem piękna. Potem głębokim wdechem zabrałem na pamiątkę powietrze tego miejsca i wróciłem.
Do świata z zachodami słońca i z nieuniknionym przemijaniem. Czekałaś tam na mnie w letniej, niebieskiej sukience.
I wtedy się zakochałem...

start/początek

 

linki

bajka na dziś

według numerów

kronika stron

napisz do mnie

anatomia

Hi, this is ...

kolejne linki wkrótce ...
tales by numbers

tale I

tale III

tale IV

tale V

tale VI

tale VII

tale VIII

tale IX

tale X

tale XIII

tale XIV

tale XV

tale XVI

tale XVII

tale XVIII

tale XIX

tale XX

taleXXI

tale XXII

tale XXIII

tale XXIV

bajki wg numerów

bajka I

bajka III

bajka IV

bajka V

bajka VI

bajka VII

bajka VIII

bajka IX

bajka X

bajka XIII

bajka XIV

bajka XV

bajka XVI

bajka XVII

bajka XVIII

bajka XIX

bajka XX

bajka XXI

bajka XXII

bajka XXIII

bajka XXIV