|
 
 tale for today
 by numbers
 sitelog
 write me
 anatomy
other links come soon ...
|
Bajka XXI
Przed moją furtką stoi najpiękniejsza dziewczyna świata. Jest późne lato i upał zmusza iglasty żywopłot do intensywnego zapachu, który wypełnia rozgrzane powietrze. Za chwilę naciśnie dzwonek, a ja ukażę się w wejściowych drzwiach. Zejdę kilka stopni po frontowych schodach, zrobię kilkanaście kroków przez ogród, by jej otworzyć. Chociaż, oczywiście, mógłbym użyć pilota i nie wychodzić z domu. Przez zamkniętą furtkę widać jedynie niewielki fragment ogrodu. Wystarczająco duży by mogła przekonać się, że nic jej nie zaskoczy. Idealnie równo wystrzyżona trawa i piaskowcowe płytki na ścieżkach. Trzy magnolie, które wiosną kwitną białymi płatkami, teraz obficie pokryte zielonymi liśćmi. I jeszcze zduszony, słoneczny zapach bazylii rosnącej na wąskich grządkach, różaneczniki pod nagrzanym murem i rozpięte na ażurowych ścianach altany wino. Niewielkie, niedojrzałe kiście – jeszcze za wcześnie na kuszącą słodycz owoców. Żyjemy na północ od Alp, nie na południe od Splitu. Jesienią, czyli za parę miesięcy, będzie można jeść winogrona z mojego ogrodu, ale nawet wtedy będą kwaśne i odległe od śródziemnomorskiego ideału. Nie zdziwi jej widok wielkiego owczarza irlandzkiego, psa, który pojawił się tutaj razem ze mną i pobiegnie do furtki by sprawdzić, kto dziś nas odwiedza. Czujnie spojrzy w najpiękniejsze oczy, wyczuje emocje. Nie będzie szczekał – duże psy rzadko szczekają, a wilczarze to jedna z największych ras na świecie. Jest więc wszystko czego oczekuje. Dojrzewają ostatnie strączki zielonego groszku, bo kiedyś nauczyła mnie sprytnego sposobu odroczonego siewu, by całe lato cieszyć się świeżym, zielonym smakiem. Ze spróchniałych pniaków, które postawiłem wiosną pod oknami, wyrastają nasturcje, żółtopomarańczowe słoneczka, w ten sam sposób jak dawniej, w jej ogrodzie gdzieś daleko stąd, w dorzeczu Widawki. W międzygatunkowej zgodzie rosną poziomki i truskawki, ponieważ są to jej ulubione owoce. Znajduję je odwiedzając przeszłość. Dziś jest wyjątkowo ciepły dzień, dlatego tak łatwo przypomnieć sobie polskie poziomki. Pamiętać o tym, że nad lazurowym morzem takie gorące dni nie mają w sobie nic wyjątkowego. U nas jest inaczej. Upalne lato ma urodę rzadkiego zjawiska. Wtedy w wapieniach rosną przesycone zapachem poziomki, niewielkie klejnoty smaku, budzące wspomnienie rozgrzanej skały. Truskawki kupowałem późną wiosną wprost z pobocza, zatrzymując się w drodze do niej. Prawdziwe, pachnące, polskie truskawki. Nad lazurowym morzem nie ma nic, co dorównuje im smakiem. Ale są winogrona, figi, granaty, powietrze pełne soli i słońca, najdziwaczniejsze podwodne zwierzątka i świeże ryby w przytulnych restauracjach. Nie zaskoczy jej także wielka, stara czereśnia rosnąca pośrodku ogrodu. Czereśnie to według mnie najlepsze owoce świata. Świata po obu stronach opowieści. Trudno było znaleźć działkę ze starą czereśnią i z odpowiednim nasłonecznieniem, koniecznym dla dojrzewających winogron. Ale udało się i teraz, jak co roku, widzę cudownie białe kwiaty, z których każdy jest urzeczywistnioną doskonałością, zmieniające się, zgodnie z cyklem natury, w ciemnoczarne, lśniące owoce, przepełnione idealnym, spokojnym smakiem. Tak, czereśnie nie są owocami przygody, nie mają w sobie nic z awanturnictwa jagód, pospolitości jabłek, egzotyki wiśni czy przemijalności poziomek. Aby doczekać wielkiego drzewa, rodzącego pełne zapachu, soczyste czereśnie, trzeba zatrzymać się, dotknąć ziemi i pozostać. Odnaleźć spokój i poczuć życie. Potem pełną dłonią wypełnić usta pięknem smaku. Wypluć pestki i być szczęśliwym. Czereśnie, najlepsze owoce po obu stronach opowieści. Najsmaczniejsze i najbliższe wspomnień tych niezliczonych chwil, które zdążyły odejść. Otworzę furtkę i wejdzie do ogrodu. Potem zobaczy drzewo rosnące w jego środku i będzie pewna, że jestem tutaj szczęśliwy. To w końcu nie takie trudne, wystarczy nauczyć się bez żalu wypluwać pestki. Nie musi wchodzić, po prostu już wie. Mój dom ma ganek i taras, kolorowe, kwadratowe szkiełka w oknach werandy, rustykalne okiennice z bielonego wiązu, a wewnątrz białe ściany, podłogi z jasnego drewna i ciepłe kominki. W największym pokoju stoi stary kredens z kryształowymi szybkami i subtelnymi intarsjami. Leniwe meble z obiciami w głębokiej czerwieni czekają na popołudniową herbatę. Do sypialni, jak zawsze, kupiłem sosnowe łóżko. Nic więcej. Czarodziejom najlepiej śpi się samotnie i potrzeba bardzo dużo miejsca na sny, które są oczywiście czarodziejskie. Jest coś z atmosfery lobby Hotel Neuf i z dostatniej monotonii wiosek na zachód od Łaby, a na wschód od Renu. W tym domu jest trochę mnie i bardzo dużo wielkiego psa o wiecznie nieuporządkowanej sierści, wiecznego szczeniaka wypełnionego radosną energią. Mało roślin i znacznie więcej fotografii. A tam gdzie postawiłem obrotowy, skórzany fotel na przyjaznych kółkach mam protestanckie, zawsze czyste okna od podłogi do sufitu, bez firanek, ograniczone lekkimi zasłonami w kolorze rzecznego piasku. Mam też półki z resztkami książek, a na ścianach wiszą zdjęcia z Niagara Falls, Belsize Park, Kajaka, Couleurs. Wokół fotela kilkanaście komputerów i na każdym pisze się inna bajka. Wie to wszystko i zna każde wnętrze, barwę i zapach. Nie musi wchodzić by się o tym upewnić, bo właśnie taki miał być od zawsze nasz ogród i nasz dom. Nasze truskawki, magnolie, kolorowe szkiełka i stary kredens. Za chwilę zejdę po frontowych schodach, przejdę przez ogród i otworzę jej furtkę. Powiem cudownie, że przyszłaś. Odnajdę półczar uśmiechu i okaże się, że zapomniałem jak ma na imię. Nic nadzwyczajnego, już tyle imion przemknęło przez moje życie. Każda była najpiękniejsza na świecie.
start/początek
|
 
 bajka na dziś
 według numerów
 kronika stron
 napisz do mnie
 anatomia
kolejne linki wkrótce ...
|