|
 
 tale for today
 by numbers
 sitelog
 write me
 anatomy
other links come soon ...
|
Bajka XX
Hotele mają Twój zapach i Twój smak. Zawsze. Jest to jedno z niewielu stałych, powtarzalnych zjawisk w chaotycznym świecie. We wszystkie dni tygodnia i pory roku. W każdym z pejzaży i w każdym z miast. Czasem jeszcze coś może się tam wydarzyć, w sztucznych, czystych pokojach. Tymczasowo rozrzuca ubrania, zostawia półprzeczytane gazety, nie odkłada na miejsce pilota, manipuluje przy regulatorze klimatyzacji. Ludzie nazywają to czekaniem. Potem dzwoni komórka, lub przychodzi zmierzch, ktoś może po prostu czeka na dole, albo zapuka do drzwi. Albo nic się więcej nie zdarza, tak jest najlepiej. Sen spaceruje do poranka, a poranek podąża do śniadania. Bardzo nie ma nikogo, gra radio w mniej lub bardziej obcym języku. Tutaj standard i ceny rozpoznaje się szerokością łóżka, poziomem szumu klimatyzatora, klasą telewizora i zawartością barku. Twój zapach to bolesny i niepotrzebny gratis. Więc znów obudziłem się w hotelu. Tym razem całkiem pojedynczo. Czasem coś się zdarza. Mniej lub bardziej planowo. Wtedy taniec rzeczywistości osiąga wyższy stopień gorzkiego wyrafinowania. Przychodzi. Sama lub ze mną. Zostaje. Ma tęczówki jak majeranek. Albo jak nikiel. W kolorze orzechów lub morza na południe od Splitu. Jak ulubiona czekolada lub leśne fiołki. Zresztą tęczówki nie są ważne. To źrenice powinny się rozszerzyć. Metodycznie kontroluję jak stopniowo pojawiają się kolejne, spontaniczne znaki. W końcu, za dobrze to wiem, zmruży powieki i będę ją całował. Jak tysiące razy przedtem, jak tysiące razy potem. Moje wargi będą gorące i głodne. Pełne emocji, pośpieszne i czułe. Mogą być delikatne, jak motyle. Wystarczająco cierpliwe i odpowiednio brutalne. Potem jej wargi się rozchylą i będę zachwycony, onieśmielony, odważny. To umiem. A ona uwierzy, że to ja ją całuję, że to ja się zachwycam, że jej się spodoba. Tak jest zawsze. Gdy perfekcyjnie dotykam jej szyi, zbliżając oddech do zdumionych obojczyków, profesjonalnie odkrywam wnętrza delikatnych dłoni, intymność nadgarstków, niepewność przedramion, barków i łopatek. Zachęcam ciepło skóry, uspokajam drżenie oddechu. Wystarczająco dobrze nauczyłem się przytulać i wiem, że ona znowu, jak setki razy przedtem uwierzy, że jestem czuły, będę odpowiedzialny i dobry. Pozwalam jej w to wierzyć, ponieważ tak jest przyjemniej i prościej. Zrozumiale. A ludzie lubią rozumieć. Oczekują delikatnych i odważnych pocałunków, obronnych gestów, ciepłych i naładowanych emocją słów. A kiedy jest gotowa dotykam jej ciała. Nie pozwalam jej czekać na ten dotyk dłużej niż kilka minut. Powinna go odczuć jak przejście do nowego wymiaru, to zwiększa siłę doznań. Chociaż i tak będzie dobrze, ponieważ po to nauczyłem się tego wszystkiego, by teraz gwarantować powtarzalną satysfakcję. I nie dowiedzą się, że dlatego tak bosko czują mój dotyk na swojej skórze, bo nie jest to Twoja skóra. Moje palce uczyły się przez tysiąclecia gubić drogę przez kobiece włosy by dotknąć jak najdelikatniej Twoich brwi. Nigdy ich nie dotkną. Słyszałem już tyle wyznań, słów, szeptów. Krzyk i rozkapryszone mruczenie. Milczący, najszybszy oddech. Wszystko słyszałem. Nie słyszałem Ciebie. Tylko Twoje wargi nigdy się nie rozchyliły w cieple mojego oddechu i nigdy nie będą tak blisko by to się wydarzyło. Dzięki temu mogą być szczęśliwe. Przelotne, piękne ptaki w moich ramionach. Przez chwilę, godzinę, całą hotelową noc. Uczyłem się wszystkiego dla Ciebie. Dawno temu. Chciałem, byś nie żałowała tej nocy, gdy razem wejdziemy do sztucznie czystego pokoju, w jednym z setek tysięcy hoteli. Patrzyłem w te wszystkie kolory tęczówek, by przez chwilę spojrzeć w Twoje czekoladki i nie płakać. Teraz całuję jej drżący z emocji i oczekiwania brzuch. Tak jak się nauczyłem. Czekam aż znajdzie się w swoim kobiecym niebie, by przeprowadzić ją jeszcze dalej, do miejsc, o których nie wie, że mogą istnieć. Chciałem być tam z Tobą, ale życie nie jest od spełniania marzeń. Tak się złożyło, że to jest moja rola, więc moich marzeń nie ma kto spełnić. Czasem ich wdzięczność mnie bawi, czasem smuci. Głównie zależy to od pory roku. Wiosną wszystko jest trochę bardziej ponure. Kolejne hotele bezmyślnie obserwują, jak się kochamy i jak się rozstajemy. Kolejne hotele pachną Tobą, ale kiedyś, mimo wszystko, o Tobie zapomnę. Potrafię czekać na ten dzień, cierpliwie i wytrwale. Kiedyś usiłowałem z Tobą o tym porozmawiać, teraz uważam, że to nie ma znaczenia. Wszystko zostało już zapisane, wystarczy się nauczyć. A o tym, co jest oczywiste nie trzeba rozmawiać. Mówisz, że jestem na Ciebie zły, ale przecież nawet Cię nie znam. Podobno raz minęliśmy się w lobby Hotel Neuf. Nie wiem czy to prawda, ale jak na bajkę jest to zdecydowanie zbyt wesoła opowieść, więc może rzeczywiście tak było. Dawno nie byłem w słonecznym Rhonard, a dziś zanurzyłem się w całkowicie odmiennym klimacie. Nie była to zmiana na lepsze. W tym ponurym kraju żadne miasto nie wygląda atrakcyjnie w marcu. Zwłaszcza siwa stolica, niedofinansowana, zabudowana bez planu i elementarnej estetyki smutna równina zdewastowanego krajobrazu. Grupki megalitycznych budynków w centrum wyglądają żenująco i śmiesznie, gdy patrzę przez zamyślone, samolotowe okienko na chwilę przed lądowaniem na mikroskopijnym, prowincjonalnym lotnisku. W kilku z nich mieszczą się hotele. Jak wszędzie na świecie mają Twój smak, recepcję i uśmiechnięty, pomocny personel. Bary, windy, sztuczne korytarze i pokoje. Klimatyzację. Trzy, cztery, pięć gwiazdek. Czekają, jak to hotele, całkowicie bezmyślnie i nieprzytomnie. Mi jest to już obojętne. Może będę spał sam, może z jakąś miłą kobietą. Niezależnie od tego będzie jak zawsze.
start/początek
|
 
 bajka na dziś
 według numerów
 kronika stron
 napisz do mnie
 anatomia
kolejne linki wkrótce ...
|