Tales before the Dusk came
Bajki przed nadejściem Zmroku

 

links

tale for today

by numbers

sitelog

write me

anatomy

Hi, this is ...

other links come soon ...

Bajka XVI

Aluwialna równina Rhonard kończy się na zachodzie pagórkowatym przedmurzem Gór Śnieżnych. Rozlegle pogórze to teren o skomplikowanej topografii, tworzonej przez liczne wzniesienia, strome, trawiaste doliny, bagna i wysokie torfowiska powstałe w lokalnych obniżeniach terenowych. Tu mają swoje źródłowe obszary największe lewobrzeżne dopływy Iskry – Olsza, Jasnuga i Biała Promienna. Główne trakty biegnące przez tę krainę to stare, używane od stuleci szlaki handlowe wiodące przez przełęcze w Górach Śnieżnych do Sylwanii i Fut. Teren, ze względu na swój pograniczny charakter, ubogie gleby i brak bogactw naturalnych jest do dziś słabo zaludniony, głównie przez pasterzy i hodowców bydła, tworzących skomplikowany, plemienno-klanowy system społeczny i uznających, przynajmniej formalnie, zwierzchność Republiki. Bez wątpienia jedynie formalne znaczenie ma fakt, że zarówno gęsto zasiedlone, ucywilizowane i kwitnące Rhonard oraz niezmienne od wieków pogórze wchodzą w skąd tego samego Dystryktu Rhonard ay Ysqere.
Wiosną doliny pokrywają się świeżą zielenią traw pokrytą żółtym brokatem mleczy, a czerwcowymi wieczorami upajająco pachnie tam kamionka. Od bagien i torfowisk chłodny wiatr niesie smak wilgoci, a na szczytach najwyższych wzgórz księżyc w pełni rozjaśnia blade ściany wapiennych skał. W najgłębszych dolinach, nad brzegami strumieni, kryją się niewielkie, ale cieniste lasy. Jednak trudno tam spotkać zwierzęta większe od wiewiórki czy jeża. Podobno kiedyś żyły tu nawet niedźwiedzie, ale od stuleci nikt ich tu nie widział. W ten sposób na szczycie łańcucha pokarmowego znajdują się zające i polujące na nie rysie i jastrzębie.
Największe bagna, zajmujące rozlegle obszary między Olszą i Jasnugą, noszą nazwę Moczarów Rhonard, chociaż okoliczni mieszkańcy mówią o nich po prostu Wielkie Bagna. Moczary setką drobnych, srebrnych strumyków zasilają obie rzeki, szczególnie obficie wiosną, w porze topnienia śniegów.
Mniej więcej w środku Wielkich Bagien teren nieco się podnosi, tworząc wyspę suchego lądu, krainę niewielkich wzgórz otoczonych jeziorem podmokłych łąk i torfowisk. Od dawna żaden człowiek nie odwiedzał tego miejsca. Trudny dostęp, znaczna odległość od uczęszczanych szlaków i ludzkich siedlisk stanowią skuteczną ochronę przed wszelkiego rodzaju niespokojnymi awanturnikami szukającymi swego losu u podnóża gór. Miejsce nazywa się Doliną, choć tak naprawdę niewielka kotlinka pomiędzy wzgórzami nie zajmuje nawet dziesiątej części całego obszaru tego niedostępnego ustronia.
W prehistorycznych czasach nieznany bliżej lud wzniósł na jednym ze wzgórz megalityczną budowlę – trzy koncentryczne kręgi ułożone z wapiennych głazów otaczające naturalny, wysoki na cztery metry ostaniec. Lubię, gdy w długie, lipcowe dni cień skały, zgodnie z astronomicznym porządkiem, odmierza upływające godziny. Rozgrzany wapień pachnie szczęściem. Enkf, czarna pantera, z którą dzielę swoje terytorium, drzemie na jednym z białych głazów, chwytając w gęste, lśniące futro słoneczne promienie. Kazio powiedział mi kiedyś, że kiedy bywał częściej w Dolinie, Enkf miał w zwyczaju wylegiwać się na samym szczycie centralnego obelisku. Spoglądał wówczas niekiedy z góry na odpoczywającego u stóp skały opiekuna rzeczywistości. Wtedy jego wąskie, bezdenne źrenice, otoczone drapieżnie złotymi kręgami delikatnie drżały. Potem, bezdźwięcznie i puszyście, ogromny czarny kot zeskakiwał do stóp Kazia Borowika i dyskretnie czekał na jego pieszczotę. Mi nigdy nie pozwolił się dotknąć. Mimo to wiem, że jest moim przyjacielem. Podejrzewam, że wielki kot wie, że wszystkie zwierzęta Doliny są mi bliskie. Poluje zawsze wiele mil stąd i nigdy nie spotkałem śladów jego łowów. Zresztą dyskrecja to podstawowa cecha osobowości Enkfa. Pamiętam, jak kiedyś w Dolinie odwiedziła mnie Ania. Przyjechała w świt wiosennej równonocny, a kota jakby nie było. Przez całe siedem dni pokazywałem Ani naszą Dolinę. Wzgórze z megalitami, źródło, które pozwala czekać przez stulecia na najlepszą chwilę, magnolie posadzone tysiąc lat temu przez Kazia Borowika, teraz ogromne jak drzewa, i aleję cisów, które tu rosły przed jego przybyciem. Spotykaliśmy wielkie, przepiękne pawie – ulubione ptaki księżniczki Agnes, które towarzyszyły jej w drodze do Gór i nadal mają nadzieję doczekać jej powrotu, Zbieraliśmy pachnące poziomki i karmiliśmy rozkrzyczane bażanty, robiliśmy wiele hałasu, a nasz śmiech często wypełniał całą dolinę. Ale Enkf nigdy nie pojawił się w zasięgu naszego wzroku. Najpewniej postanowił nam nie przeszkadzać. W ten sposób Ania opuściła Dolinę nie poznawszy jej prawdziwego gospodarza.
Potem znowu spotykaliśmy się w południowym słońcu wśród rozgrzanych wapieni, wyczuwając drżenie wszechświata i tolerując wzajemnie swoją obecność.
Zimą w ogóle nie ma gości w Dolinie. Olbrzymie, miękkie ślady łap spotykane w każdym zakątku i na każdej ścieżce dają poczucie bezpieczeństwa. Lubię myśleć, że gdzieś blisko jest Enkf. Zimą trudno spotkać cokolwiek bardziej żywego od uśpionych drzew. Pawie, bażanty i wszystkie inne stałocieplne stworzenia kurczowo trzymają się najbliższej okolicy gorących źródeł. Mimo to lubię ośnieżoną Dolinę. Należy ona wówczas tylko do mnie i czarnego kota. Chociaż tak naprawdę to Dolina nie jest moja i Enkfa, ona nie należy do nikogo, po prostu jest. I nikt oprócz naszych gości tutaj nie trafi. Oczywiście nie wiem, jakich gości zaprasza Enkf, być może jest jeszcze mniej towarzyski niż ja. Chociaż wydawało mi się kiedyś, w pewien sierpniowy wieczór, że wśród megalitów na wzgórzu, dostojnie i subtelnie, spacerowały dwa ogromne, drapieżne koty. Obok czarnej sylwetki Enkfa dostrzegłem chyba klasyczny profil śnieżnobiałej lwicy. Ale był to bardzo późny wieczór i może tylko mi się tak zdawało.
Kazio Borowik pozwolił mi zamieszkać w swoim pagórku. Powiedział, że nie spodziewa się wrócić, więc gospodarzę tu jakbym był u siebie. Przyzwyczaiłem się do ciągłego upływu dni, lat i stuleci, do milczącej dyskrecji Enkfa i kwietniowej bieli magnolii. Polubiłem pawie, mimo że początkowo ich uroda wydawała mi się zbyt kontrastująca i krzykliwa. Nauczyłem się korzystać z ciepłych źródeł zimą, a z najważniejszego źródła latem. Potrafię już rozpalać ogień w kominku, nawet podczas listopadowej wichury. Umiem też siadać na kamiennej ławeczce przed pagórkiem, albo na wzgórzu, na pachnącym wapiennym głazie i nie myśleć o Tobie. Tego zresztą uczyłem się najdłużej. Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe, ale Kazio Borowik powiedział mi tego też się można nauczyć.
Teraz mieszkam sobie po prostu w Dolinie, zgubiony wśród Moczarów Rhonard, gdzieś między Olszą i Jasnugą. I będę bardzo szczęśliwy, gdy mnie kiedyś odwiedzisz. Wiem dobrze, że Enkf nie będzie nam przeszkadzał, ale na pewno będzie chciał Cię zobaczyć i pozwoli Ci się pogłaskać. On rozpoznaje bezbłędnie dobre czarodziejki.

start/początek

 

linki

bajka na dziś

według numerów

kronika stron

napisz do mnie

anatomia

Hi, this is ...

kolejne linki wkrótce ...
tales by numbers

tale I

tale III

tale IV

tale V

tale VI

tale VII

tale VIII

tale IX

tale X

tale XIII

tale XIV

tale XV

tale XVI

tale XVII

tale XVIII

tale XIX

tale XX

tale XXI

tale XXII

tale XXIII

tale XXIV

bajki wg numerów

bajka I

bajka III

bajka IV

bajka V

bajka VI

bajka VII

bajka VIII

bajka IX

bajka X

bajka XIII

bajka XIV

bajka XV

bajka XVI

bajka XVII

bajka XVIII

bajka XIX

bajka XX

bajka XXI

bajka XXII

bajka XXIII

bajka XXIV