|
 
 tale for today
 by numbers
 sitelog
 write me
 anatomy
other links come soon ...
|
Bajka X
Opowiadają, że w zmierzch dnia Bitwy pod Rersterm wojska Hemalungów odpoczywały na łąkach pod Białymi Skałami. Zapłonęły migotliwe ogniska, przy których zasiedli znużeni zwycięzcy. Płomienie odbijały się na lśniących mieczach, oświetlały twarze rycerzy, których wyolbrzymione cienie chybotliwie tańczyły na nierównej powierzchni wapiennych ostańców. Przy jednym z ognisk siedział król. Sten Stevenssen, zwycięski wódz Hemalungów, których powiódł prawie tysiąc mil na południe od ojczyzny, by stoczyć decydującą bitwę. Krwawy był bój nad rzeką Rersterm i szala zwycięstwa długo się wahała. Przednia straż wojsk Stena, zaskoczona przez kuszników z Aradu, wycofywała się w popłochu grożąc całemu szykowi głównych sił. Wtedy Silmar z Przystani powiódł swoich jeźdźców do pierwszej w tej kampanii szarży. Mówią, że nikt nie potrafi opisać grozy setek rozpędzonych koni i furii wojennej pieśni rycerzy Silmara tratujących błonia nad brzegami Rerstrem. Za nimi uderzyła, z marszu, bez chwili wahania, przyboczna rota Stena. Pierwszym impetem konni przedarli się przez zwarte szyki piechoty osłaniające niewielki wał, z którego Aradowie prowadzili ostrzał, lecz opłacili to krwią najwaleczniejszych. Polegli dwaj synowie Silmara, rotmistrz królewskich przybocznych i trzydziestu jego podkomendnych. Po krótkiej walce nieprzyjacielska piechota poszła w rozsypkę i nic nie mogło ocalić kuszników, którzy ostrzeliwali nadciągającą piechotę Hemalungów. Wtedy Jereob, wódz południowców, wyprowadził w pole swoje konne chorągwie. Na prawym skrzydle jazdy Silmara pojawiły się czarno-czerwone chorągwie elitarnej jazdy Aradu. Potężny śpiew uniósł się nad polem bitwy i w szumie sztandarów zakuci w stal rycerze wbili się śmiercionośnym klinem w zaskoczone szeregi przeciwnika. Zachwiał się szyk jeźdźców z Przystani. Jazda Aradu uchodziła bowiem za niezwyciężoną. I naprawdę była niezwyciężona. Siła pierwszego uderzenia wgniotła w ziemię lekkozbrojną jazdę Hemalungów. Pod kopytami olbrzymich, bojowych rumaków z południa zginął waleczny Silmar nie pomściwszy swych synów. Nieledwie połowa oddziału podzieliła los wodza. Sten musiał zaniechać szarży na wzniesienie kuszników. Obrócił swoich konnych frontem ku nadciągającemu niebezpieczeństwu, zostawiając piechotę bezbronną wobec spadających śmiertelnych bełtów. Wkrótce jednak Aradowie zaprzestali ostrzału, by nie razić swoich toporników, którzy zwarli się z Hemalungami w samym centrum zmagań. Tymczasem jazda Aradu odrzuciła jeźdźców Stena o dobre sto jardów od miejsca pierwszego zwarcia. Chaotyczny splot koni, jeźdźców i oręża chwiał się nieustannie i kilkakrotnie zdawało się, że czerwono-czarne sztandary południa przedrą się przez broniącą skrzydła piechoty jazdę i rozstrzygną bitwę. Wtedy ruszył ostatni odwód Hemalungów. Edsen Piękny stanął w strzemionach, spojrzał na swoich wojowników i krzyknął: Naprzód! Sten tak chce! Edsen miał dziesięć tuzinów jeźdźców, a żaden z nich nie miał więcej niż dwadzieścia lat. Dla większości ta kampania była pierwszą wojną w życiu. Trzykrotnie z imieniem Stena w sercach Młoda Chorągiew szarżowała na stalową jazdę Aradu. Trzykrotnie odbijała się od nieugiętych konnych szeregów elitarnych oddziałów Jereoba. Trzy razy musiała się wycofać, by od nowa sformować szyk, za każdym razem mniej liczny. Na koniec pozostała ich ledwie osiemdziesięciu. Lecz impet Aradu został zatrzymany, chaos jazdy podzielił się na dwie odpływające fale. Przyboczna rota króla Stevenssena i jazda południowców zawracały by uporządkować się do kolejnej szarży. Aby osłonić ten manewr Jereob rzucił kolejne piesze roty z pomocą topornikom. Również kusznicy, wciąż okupujący wzniesienie nad Rerstrem, mogli włączyć się do walki. Nie musieli się obawiać, że strzelając do jazdy Hemalungów będą razić również swoich rycerzy. Tak więc rycerze Stena porządkowali swój szyk pod nieustannym ostrzałem, na szczęście nie do końca skutecznym ze względu na dystans dzielący ich od kuszników. Byli od nich oddaleni o prawie trzysta jardów, tak daleko bowiem, mimo samobójczych szarż Młodej Chorągwi, odrzuciły ich wojska Aradu. Król, powierzywszy jednemu z chorążych ponowne sformowanie jazdy, spiął konia i popędził do resztki oddziału Edsena. Młodzi rycerze byli znużeni śmiertelnie, wielu z nich było rannych, niektórych opuścił już bitewny zapał. Opowiadają, że stanął Sten Stevenssen przed frontem Młodej Chorągwi i powiedział: Jadę na tamto wzgórze. Będę bardzo wdzięczny, jeśli pojedziecie tam ze mną. I pokazał na niezdobyte wzniesienie, gdzie wciąż stali kusznicy Aradu. A ponieważ król prosił pojechała Młoda Chorągiew, po prostu, najkrótszą drogą za swoim królem, na wzgórze nad Rerstrem. Po drodze przecięła szeregi pancernych jeźdźców Jereoba jakby to była nędzna zbieranina nomadów, rozpędziła kontratakującą lekką kawalerię, i kiedy na szczycie dwudziestu ocalałych rycerzy spojrzało wstecz, na pole bitwy, to los się już odwrócił i resztki wojsk południa w panice uciekały ku rzece. Otoczeni topornicy składali broń, a niedobitki kuszników ginęły tratowane kopytami przybocznej roty Hemalungów. Przy tym samym ognisku siedział Edsen Piękny. Wzrok jego, pełen oddania i podziwu śledził każdy ruch króla. Dowódca byłej Młodej Chorągwi, która nie przetrwała bitwy pod Rerstrem, choć ją wygrała, myślał wtedy, jak dobrze być wojownikiem Stena i jak bardzo by chciał być nim zawsze. I może kiedyś zasłużyć na jego królewską przyjaźń. W jego oczach Sten Stevensson, osądzony dzisiaj przez historyków jako mierny dowódca, wygrywający bitwy kosztem niepotrzebnej ofiary z krwi swych rycerzy i przegrywający wojny prowadzone bez strategii, był rycerskim mistrzem, uosobieniem ideału i wcieleniem ojca bez skazy, jakiego zawsze chciał posiadać. I stało się, że król spojrzał zmęczonym wzrokiem na młodą i piękną twarz Edsena i rzekł: jesteś wspaniałym wojownikiem Edsenie Piękny. To ty wygrałeś dziś bitwę pod Rerstrem i zdobyłeś przyjaźń króla. Wiedz jednak, że lato nie przeminie jak zdradzisz Stena syna Stevensa. Król bowiem miał w sobie kroplę krwi starych pokoleń, które umiały w chwilach natchnionych odgadywać przyszłość. Zasmucił się wtedy Edsen i w cichości swojej duszy obiecał nigdy króla swego nie zdradzić i każdy jego rozkaz wykonać. Kiedy południowa kampania po bitwie pod Impaten przerodziła się w wielką ucieczkę to Edsen Piękny zawsze dowodził tylną strażą Hemalungów. Pod brodami Olesni dwukrotnie prowadził szarżę resztką jazdy na tysiące atakujących południowców. Był też przy śmiertelnie rannym królu po tej ostatniej bitwie, kiedy rozbite wojska uciekały na północ przez podmokłe puszcze, tropione przez zwycięskich Aradów jak dzikie zwierzęta. Drugiego dnia ucieczki, na południowym brzegu Olesni, rzekł król do Edsena, a słowa przychodziły mu z trudem, gorączka bowiem z rany zadanej mieczem południowca odbierała mu resztki sił: Proszę cię, Edsenie, jedź do zielonych wzgórz Hemheimu i powiedz królowej Kaylen, że mąż jej i król umarł już nad brzegami Olesni, kochając ją niezmiennie. Ponieważ król tak chciał skierował swego konia Edsen wprost w nurt granicznej rzeki, szerokiej i groźnej, przepłynął jej fale i ruszył do Hemheimu. Pięćset mil dzieliło go do stolicy. Pięć długich sierpniowych dni i pięć krótkich sierpniowych nocy podążał nieznużenie i w końcu zobaczył Hemheim – sławną stolicę o białych wieżach i złotych dachach, położoną na dziewięciu zielonych wzgórzach. Wieść o klęskach dotarła już przed nim. Gdy stanął przed królową na pałacowym dziedzińcu twarz Kaylen była smutna, bo nie oczekiwała dobrych wieści od dowódcy Młodej Chorągwi. Jej długie włosy lśniły w letnim słońcu jak najszlachetniejsze złoto, a jej piękne oczy były koloru nieba, lecz nie popłynęła z nich ani jedna łza gdy Edsen Piękny rzekł: Najpiękniejsza z królowych! Przynoszę ci wieść smutną. Oto bowiem mąż Twój i król umarł już nad brzegami Olesni, kochając cię niezmiennie. Na to mu odrzekła: Naprawdę, Edsenie, jest to smutna nowina. Na nic mi teraz być najpiękniejszą z królowych, kiedy mąż mój i król, waleczny Sten syn Stevensa nie żyje. Niedługo już ten pałac będzie moim domem i wkrótce Aradowie będą władać Hemheimem. Nim lato przeminie ziemia ta zapomni o królu i królowej Hemalungów. Póki jednak mogę to uczynić zapraszam cię do środka, jesteś bowiem zdrożony po tak długiej drodze i musisz wypocząć. I dla mnie nie będzie lepszego pocieszenia jak twoja obecność, widziałeś bowiem ostatni mojego króla żywego, daleko nad brzegami nieznanej mi rzeki. Słusznie cię zwą pięknym, Edsenie i serce moje znajduje radość w twoim widoku. Opowiadają, że Kaylen ujęła dłoń Edsena i wprowadziła go do swych komnat. Ostatnia królowa Hemalungów była tak zwiewna, cudowna i smutna, że proroctwo spod Rerstrem musiało się wypełnić. Edsen wciąż patrzył na nią tak, jak nigdy jeszcze nikt z Hemalungów nie patrzył na królową. Opowiadają też, że ta letnia noc była im obojgu słodko-gorzka, jak miłość.
start/początek
|
 
 bajka na dziś
 według numerów
 kronika stron
 napisz do mnie
 anatomia
kolejne linki wkrótce ...
|