tales by numbers
 tale I
 tale III
 tale IV
 tale V
 tale VI
 tale VII
 tale VIII
 tale IX
 tale X
 tale XIII
 tale XIV
 tale XV
 tale XVI
 tale XVII
 tale XVIII
 tale XIX
 tale XX
 tale XXI
 tale XXII
 tale XXIII
 tale XXIV
|
for today/na dziś:
Bajka XXIV
Dni to wschody i zachody słońca. Wschody, których nie znam, bo nie wstaję tak wcześnie. Zachody, które omijam wzrokiem, bo budzą smutek. Tęsknię za Tobą. Bardzo tęsknie. Tak mi przykro, ale wiesz, nie mogę o Tobie zapomnieć. Nie zapomniałem. I kiedy cicho mówię w przestrzeń mam nadzieję, że mnie może usłyszysz. Widzę wciąż wyraźnie, pamiętam dokładnie ten dzień, w którym się wymknęłaś. Tak cicho, że właściwie niezauważalnie. Delikatny, pożegnalny ruch powietrza, uchylone drzwi. Potem już nie było tak samo. Zmieniły się najbardziej znajome rzeczy. Ja też się zmieniłem. Nie zdążyłem pocałować Cię na pożegnanie. Akurat nie było mnie w pobliżu. A teraz, jak już jestem, nie ma Ciebie. Chciałbym znowu Cię zobaczyć. Nie mogę. Mam nadzieję, że chociaż mnie słyszysz. Budzę się długo po słońcu, bo noce są za krótkie by prześnić wszystkie smutne, samotne sny. Ciemność ciągnie się powoli od zmierzchu, przez czarne przesilenie północy, po szary, pozbawiony kolorów świt. Ale moje sny są jeszcze dłuższe, smutniejsze i nieudane. Prawdę mówiąc, są to zupełnie wyjątkowe sny. Zupełnie niedobre i niepotrzebne. Kiedy się budzę, a słońce jest już wysoko, gorące i jasne, jak zawsze w tym kraju, dziwię się. Jest przecież nowy dzień, a Ciebie nadal nie ma. Dlaczego nie budzisz się, nie przyjdziesz. Gdzie jest teraz Twój głos, uśmiech, wiatr włosów i światło Twoich dłoni. Te jasne poranki są straszniejsze od nocy, bo strach w słońcu jest gorszy niż najdłuższe, najbardziej przerażające sny. A po słonecznych porankach przychodzą jeszcze bardziej beznadziejne dni. Każdy z nich składa się z niezliczonych pytań o prawdziwy sens Twojej nieobecności. Bo nadal Ciebie tu nie ma. Bardzo źle znoszę tę prostą w sumie myśl, że to nie sen, nie bajka, ale prawdziwy i pozbawiony ukrytych znaczeń fakt. Tak się zdarzyło. Odeszłaś i już tu nie wrócisz. A teraz jesteś tam, skąd nie potrafię Cię zabrać. Nie umiem przyprowadzić Cię z powrotem tutaj, do tych słonecznych dni i czarnych nocy. Bo nie wiem gdzie jesteś. Ale gdziekolwiek byś nie była nie jest to miejsce, z którego mogę Cię wziąć ze sobą. Rozumiem coraz lepiej, każdego dnia bardziej, że Ty stamtąd nie wrócisz. Pamiętam dokładnie ten dzień, w którym się wymknęłaś. Uchylone drzwi, których nie chciało Ci się domknąć. Brak pożegnalnych pocałunków. A najlepiej pamiętam to, że po tamtym dniu nic już nie było takie samo. I od tego dnia stale tęsknię za Tobą. Prawie dokładnie po drugiej stronie globu, na wybrzeżu Wyspy Północnej, całkiem niedaleko jednej z najpiękniejszych plaż świata stoi jej dom. Drewniana willa z gankiem i tarasem, z finezją snycerskich szczegółów balustrad i błękitną fasadą. Kolor morza i oceanu przez lata wypłowiał i nabrał tego szczególnego odcienia przypominającego nastrój mijających, słonecznych wakacji. Powietrze nasycone światłem i solą. Nieograniczony horyzont wielkiego Oceanu. Na tarasie wiklinowe fotele, tak samo wyblakłe i dotknięte czasem jak dom. Siedziałem kiedyś w jednym z tych foteli, patrzyłem w odległy i przymglony widnokrąg, słuchałem nieustającego szumu oceanicznych fal i piłem najbardziej wiśniową herbatę świata. Głęboko czerwony, niemalże krwawy napój, który wypełniał białą, zdobioną w błękitne kwiatki niezapominajek filiżankę, był jedyną żywą barwą na całej fotografii. Pachniało wiśniami, solą i mokrym piaskiem. Słuchałem jej opowieści.
continue/dalej
|
bajki wg numerów
 bajka I
 bajka III
 bajka IV
 bajka V
 bajka VI
 bajka VII
 bajka VIII
 bajka IX
 bajka X
 bajka XIII
 bajka XIV
 bajka XV
 bajka XVI
 bajka XVII
 bajka XVIII
 bajka XIX
 bajka XX
 bajka XXI
 bajka XXII
 bajka XXIII
 bajka XXIV
|
|